środa, 29 marca 2017

Rozdział 5


Wylądowali niepostrzeżenie w mało ruchliwej okolicy i dalej jechali już ulicą. Syriusz zaparkował nieopodal jakiegoś taniego baru, którego nazwę trudno było odczytać. Nikt nie odnawiał tu niczego przez długi czas i białe litery tworzące napis zdarły się. Mimo złego stanu lokalu, wciąż zjawiali się tam klienci. Nie po to jednak przyjechała tu ta para. Black pomógł zsiąść Hermionie z motocyklu, po czym oboje rozpoczęli pieszą wędrówkę. Syriusz podczas spaceru z zaciekawieniem obserwował otaczający go mugolski świat. Wszystkie te wręcz magiczne pojazdy fascynowały Łapę i to one właśnie stanowiły powód, dla którego nabył swoją ulubioną zabawkę. Oczywiście później poddał ją wielu ulepszeniom, ale kupno tych dwóch kółek przyszło mu do głowy, kiedy jako piętnastolatek wybrał się do Londynu. Jego towarzyszka za to nie wyrażała najmniejszego zainteresowania tym, co działo się wokół niej. Była zdenerwowana, lecz jednocześnie zadowolona, że zdobyła się na wykonanie swojego planu, a nie wycofała się przez te niespodziewane odwiedziny Syriusza.
Czarodzieje mijali kolejne budynki, aż w końcu Hermiona zatrzymała się przy małym, ładnym domu sprawiającym dobre wrażenie — szczególnie w porównaniu do reszty sąsiedztwa. Choć w dzieciństwie dziewczyny wyglądał on trochę inaczej, to wiedźma bez problemu go poznała. Mieszkała tu aż do dziesiątego roku życia i miała wiele miłych wspomnień związanych z tym miejscem. Mimo że wcześniej niezwykle się bała, po naciśnięciu dzwonka cały lęk i stres opuściły ją. Hermionie zdarzały się już podobne sytuacje. Coś wydawało się jej straszne, aczkolwiek gdy przystępowała do realizacji zadania nabierała pewności siebie. Dlatego kiedy drzwi się otworzyły, mugolaczka uśmiechnęła się uprzejmie. Stanęła przed nią około trzydziestoletnia kobieta, lekko zaskoczona tym, kto zadzwonił. Nastolatkowie ci nie budzili w niej niepokoju ani nie wydawali się podejrzani, więc powiedziała:
— Proszę?
Odpowiedział Syriusz, tak jak to wcześniej uzgodnili z Hermioną.
— Dzień dobry. Mój motocykl zepsuł się niedaleko stąd i nie mamy jak wrócić do domu. — Spojrzał szybko na Hermionę, a później znowu na brunetkę. — Czy moglibyśmy zadzwonić po taksówkę? — zapytał.
— Oczywiście — rzekła, wzruszając ramionami, następnie wpuściła przybyszy do środka.
Zaprowadziła ich do salonu. Pomieszczenie znacznie różniło się od tego, jak je pamiętała czarodziejka. Na ścianach nie wisiały żadne zdjęcia, a wszystkie meble zostały zmienione na przestrzeni lat. Przynajmniej wciąż dominowały tu jasne kolory, głównie waniliowy. Na kanapie siedział mężczyzna i czytał gazetę naukową, aczkolwiek wstał, zauważając gości. Powitał ich, a żona wytłumaczyła mu zaistniałą sytuację. Zanim mugolka wskazała im telefon, przedstawiła siebie i męża. Nazywali się Helen i Stuart Grangerowie. Hermiona, chociaż doskonale zdawała sobie z tego sprawę, przygryzła wargę, a jej serce przez chwilę zabiło szybciej. Z bólem powiedziała niby-rodzicom, że nazywa się Hermiona Evans. Helen zaoferowała nastolatkom kawę lub herbatę, wyjaśniając, że trochę się naczekają zanim taksówka tu dotrze. Oboje poprosili o kawę. Kobieta ręką wskazała na telefon, by następnie udać się do kuchni. Syriusz usiadł na fotelu obok niewielkiego prostokątnego stolika. Hermiona w tym czasie zaczęła przeglądać księgę telefoniczną. Znalazła już właściwy numer, lecz zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Poczuła mocne zawroty głowy, a moment później już chwiała się na nogach. Syriusz wprawdzie dostrzegł, że coś złego dzieje się z Mią, ale nie zdążył zareagować. Dźwięk upadającego ciała sprowadził Helen z powrotem do salonu.
— O mój Boże — wrzasnęła przerażona. Syriusz jednak nie krzyczał. Od razu uniósł Hermionę i położył ją na kanapie.
— Wezwać pomoc? — zapytał Stuart. Black pokręcił przecząco głową.
— Hermiona jest ostatnio osłabiona. Mdlała już wcześniej i zaraz powinna się ocknąć — odparł Łapa z powagą, licząc, że nie pomylił się w tym osądzie i dziewczyna rzeczywiście zaraz odzyska przytomność. Oddychała normalnie, a to było najważniejsze. Bez trudu domyślił się, że Mia sobie coś właśnie teraz przypomina.
Huśtała się na huśtawce. Obok niej Lily robiła to samo. Petunia stała obok nich i niecierpliwie czekała na swoją kolej. Rodzice już prawie rok temu mówili, że chcą się przeprowadzić i w końcu faktycznie kupili nowy dom. Dziewczynki niedawno, kiedy wracały ze szkoły, zauważyły ten mały plac zabaw, na którym prawie nigdy nie bawiły się żadne dzieci. Teraz też były tu tylko one trzy.
— Nie tak wysoko, Lily! — krzyknęła Petunia. Spojrzała na zegarek i dodała równie głośno: — Teraz ja! — Lily jednak nie słuchała i nadal bujała się z szerokim uśmiechem. Hermiona również odczuwała szczęście. Grangerowie i Syriusz ze zdziwieniem ujrzeli, jak kąciki ust nastolatki unoszą się do góry. W momencie kiedy znajdowała się najwyżej w powietrzu, Lily niespodziewanie zeskoczyła z huśtawki. Petunia nawet nie patrzyła na jej lot, przyzwyczaiła się bowiem do podobnych wybryków siostry. Hermiona jednak skupiła całą uwagę na bliźniaczce. I wtedy dostrzegła coś dziwnego. Tuż nad ziemią Lily jakby zatrzymała się i następnie wylądowała spokojnie. Hermiona podbiegła do niej i zapytała z entuzjazmem:
— Jak to zrobiłaś?
— Nie wiem — powiedziała Lily z uśmiechem.
Właśnie wtedy, nieświadomie, po raz pierwszy użyła magii.
Hermiona nagle uniosła głowę. Obejrzała się dookoła i w pierwszej chwili nie poznała, gdzie się znajduje. Gdzieś z tyłu usłyszała: Dzięki Bogu! Poznała ten głos i błyskawicznie przypomniała sobie wcześniejsze wydarzenia. Wstała i przeprosiła za kłopot, jaki im sprawiła.
— Nie przejmuj się — rzekł uspokajająco Stuart. — To nie twoja wina, panno Evans. — Wyraźnie było słychać, że zawahał się, jak ją nazwać.
— Hermiono — poprawiła go. — Ile czasu byłam nieprzytomna? — zwróciła się do Syriusza.
— Jakieś dwie minuty — odparł. Wiedźma wstała. Okupanci pokoju milczeli, jakby oczekując czegoś złego, aczkolwiek nic takiego nie zaistniało. Mia nie wykazywała żadnych oznak choroby. Ciszę przerwał dźwięk czajnika. Woda się już zagotowała.
— Pomożesz mi to wszystko przynieść, Hermiono? — zapytała Helen. Dziewczyna oczywiście się zgodziła i obie poszły do kuchni. — Dobrze się już czujesz? Twój — zastanawiała się przez sekundę, jak go nazwać — kolega — zdecydowała — mówił, że ostatnio zdarzało ci się już mdleć.
— Tak, już dobrze — zapewniła ją wiedźma. — Ostatnio mam po prostu dużo na głowie — dodała.
— W takim razie nie powinnaś się aż tak przepracowywać. — Hermiona chciała wywrócić oczami. Doskonale znała swoją matkę i wiedziała, jaka to była hipokryzja z jej strony. Helen ukończyła studia jako jedna z najlepszych studentek i teraz też poświęcała wiele trudu swojemu zajęciu. Co więcej, sama namawiała ją, jeszcze kiedy chodziła do mugolskiej szkoły, by pracowała ciężko, bo to się  opłaca. Mugolaczka powstrzymała się jednak przed tym niestosownym gestem i tylko pokiwała głową, jakby zgadzała się z tą „niezwykle przydatną” radą. Chciała wziąć z blatu kuchennego naczynia z napojem, lecz Helen postawiła je na tacę i zabrała sama. Najwyraźniej zaproszono ją tutaj, tylko by mogła swobodnie odpowiedzieć na pytanie. Gdy filiżanki stały już na stole pojawił się kolejny problem, tym razem nic poważnego. W salonie Grangerów były tylko trzy miejsca siedzące — w tym dwa stanowiła kanapa.
— Zaraz doniesiemy krzesło z kuchni — zaproponowała pani Granger. Kiedy Syriusz chciał już ustąpić dziewczynie fotel, Helen machnęła ręką. — Siedź — powiedziała. Jak chcesz, Hermiono, to możesz usiąść na ramieniu fotela, jesteś szczupła, zmieścisz się bez problemu — rzekła z uśmiechem. Pomysł ten nie spodobał się za bardzo Stuartowi, więc Hermiona, trochę dziecinnie, wiedziała, specjalnie zrobiła mu na złość i usadowiła się obok Syriusza. Całe poprzednie życie słuchała posłusznie rodziców (jeśli tylko nie chodziło o Harry’ego i magię), więc teraz odniosła przyjemność, iż zrobiła coś wbrew woli ojca — który nie był obecnie jej ojcem. — Zwykle nikt nas nie odwiedza, więc musicie nam wybaczyć te warunki.
Hermionę nie zadziwiło to wyznanie. Faktycznie, nawet za czasów jej dzieciństwa Grangerowie niezwykle rzadko przyjmowali gości. Przez to miała mało znajomych w szkole — nie potrafiła się porozumieć z nieznanymi dziećmi, które dużo wcześniej bawiły się razem na placu zabaw.
— Powinniśmy już chyba wezwać taksówkę — rzekła rudowłosa.
— Spokojnie, wypij najpierw kawę — powiedziała Helen.
— Chyba że się śpieszycie — odparł Stuart.
— W zasadzie mamy jeszcze dużo czasu — odezwał się Syriusz, patrząc na zegar na ścianie. Zapadła cisza.
— Jesteście z Londynu? — zapytała Helen, próbując nawiązać rozmowę.
— Nie, z Cokeworth.
Na szczęście pogawędkę ułatwiła reklama pewnego filmu na podstawie książki. Pomiędzy kobietami szybko nawiązała się dyskusja na temat ulubionych autorów i ich dzieł. W większości były zgodne, bo to właśnie matka ożywiła w córce miłość do czytania. Wymieniały swoje poglądy na temat dramatów Szekspira, gdy nagle Hermionie zrobiło się niedobrze. Po zaledwie dziesięciu minutach od rozpoczęcia dyskusji, dziewczyna szybko i niespodziewanie wybiegła do łazienki. Grangerowie spojrzeli na siebie zaskoczeni. Wszyscy trzej okupanci salonu wstali, lecz Helen zasugerowała, że pójdzie do niej sama. Zza drzwi można było słyszeć, że nastolatka wymiotuje. Kobieta przeczesała palcami swe bujne włosy, a następnie zapukała. Nie dostała żadnej odpowiedzi. Weszła zatem do środka i zobaczyła, że Hermiona przemywa twarz. Zapytała ją, czy na pewno dobrze się czuje. Nastolatka nie chciała jednak jej pomocy. Helen wróciła więc do salonu i sama wezwała taksówkę dla gości, podczas gdy Syriusz udał się do Mii.
— To się nazywa zrobić dobre pierwsze wrażenie — powiedziała gorzko.
— Mogło być gorzej — rzekł pocieszająco. Po tym jak Hermiona spojrzała na niego powątpiewająco, dodał: — Mogłaś zwymiotować na nich. — Uśmiechnął się. Wyjął z kieszeni spodni różdżkę (Mia przypuszczała, że wcześniej rzucił jakiś czar na swoje jeansy, ponieważ inaczej ten magiczny przedmiot za nic by się tam nie zmieścił) i odświeżył jej oddech zaklęciem. — Przypomniałaś sobie coś? — Nastolatka pokiwała głową potwierdzająco. — To opowiesz mi o tym później, bo jeśli chcesz porozmawiać jeszcze z nimi — Mia doskonale wiedziała, że chodzi o Grangerów — to musimy już wracać do salonu. Taksówka jest już w drodze. — Hermiona nie wyglądała, jakby chciała spojrzeć jeszcze raz rodzicom w oczy po dzisiejszych wydarzeniach, ale Syriusz wiedział, że jeśli tego nie zrobi, to dziewczyna będzie żałować. Zastosował więc najstarszy trik, jaki może sprowokować Gryfonów, nawet tych rozważnych, do działania: — Chyba że się boisz, to możemy posiedzieć tu i poczekać, jak taksówka będzie już przed domem. — Z zadowoleniem obserwował reakcję Mii. Od razu się wyprostowała i wyszła wręcz dumnie, nie przejmując się tym, iż kilka minut temu wymiotowała w łazience ludzi, którzy uważali ją za obcą osobę.
— Przepraszam za problemy, jakie wam sprawiłam — powiedziała do małżeństwa, zajmując swoje poprzednie miejsce.
— Nonsens, każdemu może się zdarzyć coś takiego. Naprawdę nie mamy ci tego za złe — upewniła kobieta miłym głosem. Faktycznie sprawiała wrażenie, jakby zaistniały wypadek nie stanowił dla niej niczego wstrętnego ani karygodnego. Za to Stuart niecierpliwie czekał, jak goście znikną już z ich domu i nie trzeba było geniusza, by to zauważyć. — Jako zadośćuczynienie musisz obiecać nam tylko, że pójdziesz do lekarza albo przynajmniej odpoczniesz.
— Obiecuję. — Uśmiechnęła się, lecz wcale nie zamierzała dotrzymać obietnicy.
— Wiem, że niegrzecznie tak pytać z mojej strony i że pewnie uznasz, że mieszam się w nieswoje sprawy, ale czy to możliwe, że jesteś w ciąży? — zapytała, patrząc Hermionie w oczy.
— Helen! — warknął Stuart i spiorunował ją wzrokiem.
Czarownica niemalże dostała zawału, słysząc to pytanie. Nigdy wcześniej nie widziała matki w takim nastroju. Znała ją jako elegancką, dobrze wychowaną kobietę, która nigdy nie zachowywała się w towarzystwie tak jak chciała, lecz jak wypadało. Nigdy nie mówiła niestosownych rzeczy i nigdy nie łamała zasad savoir-vivre’u. Nigdy, po prostu nigdy… Aż tu nagle zjawia się u niej niezapowiedzianie i poznaje ją jako zupełnie inną osobę, niż tą, którą miała się stać w przeciągu kilkunastu lat. Nic więc dziwnego, że Hermiona wgapiała się w nią z wyrazem całkowitego zdziwienia wypisanym na twarzy. Nawet jej wargi uformowały niewielką literę „o”. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że należy odpowiedzieć. Wtem doszło do niej, iż faktycznie spała wcześniej z Syriuszem. Skierowała przerażony wzrok na chłopaka, który w tym momencie odparł za nią:
— Nie, Mia na pewno nie jest w ciąży. — Miał co do tego stuprocentową pewność. Zawsze używał zaklęcia. Tylko raz zapomniał o tej czynności, lecz było to kilka miesięcy temu, więc nie stanowiło to powodu do paniki. Hermiona odetchnęła z ulgą.
— Dzieci to nic strasznego, to błogosławieństwo — oświadczyła Helen. — Chociaż w waszym wieku faktycznie lepiej się jeszcze wstrzymać.
Stuart wyszedł na zewnątrz, by pilnować przyjazdu taksówki. Tak naprawdę, nie chciał już po prostu słuchać tej pogawędki z nieznajomymi nastolatkami. Po kilku minutach luźnej rozmowy samochód wreszcie nadjechał. Kiedy Syriusz znajdował się za drzwiami, Helen chwyciła Hermionę za rękę, dając znak, aby została jeszcze chwilę w środku.
— Może zabrzmi to głupio, ale muszę ci to powiedzieć. Nie wiem, co w tobie jest, ale czuję się, jakbym znała cię od zawsze. Dlatego zdecydowałam, że chcę, byś wiedziała o tym pierwsza. — Wzięła głęboki oddech. — Jestem w drugim miesiącu ciąży, dzisiaj się dowiedziałam. — Zaraz po tym wyznaniu Helen poczuła się dziwnie. Właśnie zdradziła obcej dziewczynie, której zapewne w ogóle to nie obchodzi, że nosi w sobie dziecko. Zarumieniła się. Nie oczekiwała tego, co nastąpiło następnie. Hermiona przytuliła ją.
— Dziękuję — szepnęła czarownica.
W aucie Hermiona zastanawiała się, ile jeszcze zmieni się w tym życiu, w tej rzeczywistości. Cieszyła się, że Grangerowie będą mieli inną córkę (lub syna), że ponownie dostali od losu szansę na rodzicielstwo. Rozmyślała nawet nad tym, czy ich potomek za dwanaście lat znajdzie się w Hogwarcie. Taksówka zatrzymała się pod barem, gdzie Syriusz zaparkował motocykl. Gdy wrócili razem do Cokeworth, rudowłosa pożegnała chłopaka krótkim i niezręcznym uściskiem, obiecując później mu opowiedzieć, co sobie przypomniała.
Kiedy weszła do swojego pokoju, Lily przekazała jej pewną wiadomość.
Ivy Bennett zjawi się u nich jutro w południe.

***
Rozdział jest króciutki, ale tak go zaplanowałam. Miał zawierać tylko spotkanie Hermiony z Grangerami. Gratuluję osobom, które zgadły, po co Mia i Łapa lecieli do Londynu.
A teraz uwaga! Ważne pytanie!
Czy są osoby, które mimo tak rzadko pojawiających się rozdziałów, nadal chcą czytać moje opowiadanie? Zastanawiam się ostatnio nad zawieszeniem bloga, ale jeśli wciąż mam jakichś wiernych czytelników, którym niestraszne czekanie, to będę pisać dalej.


22 komentarze:

  1. Jezu, stęskniłam się za tobą i za twoim opowiadaniem. Rozdział jak zwykle jest idealny. Nie widziałam żadnych błędów. Chyba wiesz, że Syriusz w twoim opowiadaniu jest boski? Mówię ci.
    Oczywiście, że chcę czytać twoje opowiadanie. Mam nadzieję, że je dociągniesz do końca *.*
    Życzę dużo weny oraz czasu.
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syriusz teraz jest boski? Poczekaj, kiedy pojawią się zabawne sceny. :P
      Dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
  2. Ja.Czytam. I czekam na następne wrażenia.
    Pozdrawiam Vestka

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam, kocham, polecam. Mam nadzieję, że nie zawiesisz. Powodzenia i dużej weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. czytam czytam <3 <3 <3 czekanie może nie być zbyt przyjemne, ale rozdziały to rekompensują

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. :)
      Mam nadzieję, że uda mi się dodawać rozdziały częściej, ale niestety nic nie mogę obiecać. ;d

      Usuń
  5. Rozdział cudowny! Nie możesz przestać tego pisać! Załamałabym się chyba. Sprawdzam twojego bloga codziennie z nadzieją, że pojawi się coś nowego! Masz ogromny talent! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
    Maddie Higgs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, od razu mi się milej zrobiło. :)

      Usuń
  6. Dziewczyna zemdlała, dlatego logiczne jest, że ma pomóc dźwigać czajnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie celna uwaga. Zaraz coś tam zmienię. Przy okazji - nie czajnik, a filiżankę.

      Usuń
  7. Czyli Lily za rok też zajdzie w ciążę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, czemu ma służyć to pytanie, jednak jeśli myślisz, że Hermiona jest w ciąży, to się mylisz.

      Usuń
    2. Za dwa lata urodzi się Harry?

      I w ogóle Hermiona urodziła się we wrześniu. Jak to możliwe, że dziecku, mającemu być jej odpowiednikiem w lipcu/sierpniu pozostało do narodzin 7 miesięcy?

      Usuń
    3. 1. Nie chcę spoilerować, więc nie odpowiem Ci na pierwsze pytanie.
      2. Nigdzie nie napisałam, że to dziecko ma być jej odpowiednikiem.

      Usuń
  8. Heeej!
    Ha, zaskoczona? B) Canis come back! Beng.
    Dobra, teraz poważnie xD
    Mia i Syriusz są tacy slodcy! ^^ Tak wyeksponowałaś charaktery postaci, że tak właściwie idealnie do siebie pasują. Wręcz widzę, jak ze sobą współpracują w przyszłości *.* Po prostu są wspaniali, a w szczególności Syriusz. Jego cechy, które zawarłaś, marzą mi się u mojego chłopaka (którego de facto jeszcze nie mam xD).
    Zazwyczaj ojca Hermiony postrzegalam jako ciepłego, troskliwego, inteligentnego tatusia. Dlatego nieco przerazil mnie pan Granger w twoim opowiadaniu. Daleko odbiega od mojego wyobrażenia. Może dlatego właśnie go nie polubiłam.
    Matko jedyna! A jeśli Syriusz tym razem zapomniał o zaklęciu?! Cholercia, nie wyobrażam sobie Mii i Syriusza jako rodziców, nie w tym wieku! (Kiedy tak bardzo nie znosisz wątku ciąża w Hogwarcie).
    Jaaa czytam, choć nie komentuję. Ostatnio ucichlam na bloggerze, więc musisz mi wybaczyć brak odzewu pod rozdziałami >.<
    Pozdrawiam i weny życzę!
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! Wróciłaś! Hey! :>
      Ze szczęścia wstawiłam dużo wykrzykników. ;p
      Syriusz na razie jest taki troskliwy i miły, ale już nie mogę się doczekać, żeby ujawnić inne cechy jego charakteru. ;P
      Ja też wyobrażałam sobie Grangerów w ten sposób (i właściwie na początku chciałam ich takich stworzyć), ale po przemyśleniu postanowiłam, że bardziej do mojego opowiadania pasuje taka kreacja jak w tym rozdziale - co nie świadczy, że córka ich nie obchodziła, martwili się o nią wcześniej.
      Też nie lubię za bardzo ciąży w Hogwarcie, więc bez obaw, Syriusz uważał. :D
      Wybaczam, wybaczam. :)Ja za to mam blogowe zaległości, które będę nadrabiać w najbliższym czasie.
      Dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
  9. Mi się bardzo podoba to opowiadanie i nie chciałabym aby blog wpadł w stan zawieszenia. Pisz dalej.

    Spotkanie Hermiony z rodzicami było dość dziwne. Nie wiem co dziewczyna chciała przez to osiągnąć. Ciekawe tylko czy jej matka urodzi ją czy też inne dziecko? Może dziewczynie uda się wrócić do swoich czasów.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to spotkanie nie poszło tak, jak Hermiona planowała. Prędzej czy później pojawią się odpowiedzi na Twoje pytania.
      Dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
  10. Hej!
    Jestem w trakcie nadrabiania historii (bo dopiero wracam do blogowych przygód z HP), lecz mam nadzieję, że niedługo skończę i będę czekać na kolejny rozdział.
    Tymczasem zapraszam też do siebie na http://sens-d-etre.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy